Wisła załamana i w szoku
Stawka meczu była olbrzymia: Cracovia walczyła o utrzymanie, zaś Wisła musiała wygrać, aby zachować fotel lidera ekstraklasy.
Niewiele ciekawego działo się w pierwszej połowie. Na wspomnienie zasługuje tylko groźny strzał w 32 minucie Radosława Matusiaka i wymuszona zmiana Pawła Brożka (uraz). – Ma naderwany mięsień łydki – powiedział po meczu trener Wisły Henryk Kasperczak. Nie wiadomo czy Brożek wystąpi w ostatnim spotkaniu sezonu z Odrą Wodzisław.
Po przerwie kibice już się nie nudzili. Raz po raz było gorąco pod jedną bądź drugą bramką. W 76 minucie Issa Ba trafił w poprzeczkę brami Cracovii. Trzy minuty później Wisła objęła prowadzenie. Rafał Boguski przelobował Merdę, piłkę próbował wybić Marek Wasiluk, ale uczynił to już za linią bramkową i sędzia gola uznał.
Cracovia wyrównała w ostatniej akcji meczu. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego na pole karne Wisły Mariusz Jop interweniował tak nieszczęśliwie, że strzałem głową umieścił piłkę we własnej bramce.
Derby Krakowa rozegrano na stadionie Hutnika w Nowej Hucie. Obiekty Cracovii, jak i Wisły są obecnie przebudowywane i piłkarze tych klubów grają wiosną swoje mecze w ekstraklasie na Suchych Stawach.
Komentarze trenerów
Orest Lenczyk, trener Cracovii: – Stworzyliśmy sobie jedną sytuację bramkową, a przeciwnik strzelił sobie bramkę i Cracovia zostanie w ekstraklasie. Bardzo chciałem od pierwszego dnia pracy w tym klubie, aby zespół w przyszłym sezonie grał na odnowionym stadionie w ekstraklasie. Mój zespół pięknie nie grał, ale walczył, był zdyscyplinowany. Natomiast byliśmy “na jednym kolanie”, po tym
jak odnowiła się kontuzja kolana Tupalskiego i straciliśmy bramkę. Ale widać było, że chłopcy chcą grać do końca.
Henryk Kasperczak, trener Wisły: - Jesteśmy załamani, trochę w szoku, ponieważ Cracovia nic nie pokazała oprócz agresywności. W zasadzie nie stworzyła sobie ani jednej akcji, a przy bramce myśmy im pomogli. Jednak taki jest sport. Została jedna kolejka. Wiadomo, że Lech będzie robił wszystko, aby wygrać z Zagłębiem, ale jak będzie zobaczymy.
Wisła Kraków zmiażdżyła Legię w Warszawie, powrót króla
Wisła Kraków rozbiła w Warszawie Legię 3:0 (1:0) i pokazała tym samym, że wciąż jest drużyną, której najbliżej do wywalczenia mistrzostwa Polski. Fantastyczny mecz rozegrał król strzelców dwóch poprzednich sezonów. To właśnie Paweł Brożek strzelił wszystkie bramki dla Białej Gwiazdy. Legia tym samym definitywnie straciła szansę na wywalczenie tytułu najlepszej drużyny w Polsce.
Przed spotkaniem nikt nie twierdził, że starcie Legii z Wisłą będzie meczem o mistrzostwo Polski. Ewentualne zwycięstwo mogło jedynie przybliżyć wiślaków do tego celu, legioniści z kolei, nawet w przypadku zainkasowania kompletu punktów, od pozycji lidera oddaleni byliby na kilka punktów. Tak czy inaczej, by myśleć o zrealizowaniu swojego planu, obie drużyny potrzebowały wygranej. Jak się później okazało, o tą zagrała tylko Wisła.
Obie drużyny przystąpiły do meczu z ubytkami okolic własnej bramki. Z powodu kontuzji w meczowej kadrze Legii zabrakło Dicksona Choto, między słupkami Wisły nie mógł z kolei pojawić się Mariusz Pawełek. Nie obyło się bez zaskoczeń ze strony trenerów. Grający ostatnio regularnie Marcin Mięciel znalazł się na ławce rezerwowych Legii. Taki sam los spotkał walczących ze sobą o miejsce w składzie mistrzów Polski Wojciecha Łobodzińskiego i Andraża Kirma.
Lepiej na te rotacje w składzie zareagowali goście. Już w ciągu pierwszego kwadransa dwie doskonałe okazje miał Rafał Boguski, ale za pierwszym razem uderzył nad bramką, a za drugim obok niej. Swoją szansę zmarnował także Junior Diaz, który otrzymał idealne podanie od Pawła Brożka. Kostarykaninowi zabrakło centymetrów, by zapewnić Wiśle prowadzenie.
Trzy ostrzeżenia nie podziałały na Legię. Czwartego nie było. W 16. minucie prawą stroną obrońcom urwał się Patryk Małecki i perfekcyjnie dośrodkował na głowę Pawła Brożka. Kompletnie niepilnowany w polu karnym snajper Wisły nie miał problemów, by pokonać Jana Muchę.
Korzystny wynik pozwolił Wiśle nieco zwolnić i na własnej połowie czekać na legionistów. Ci grali kompletnie bez ładu i składu, od czasu do czasu pozwalając mistrzom Polski na wyprowadzenie kontrataków. Po jednym z nich Biała Gwiazda mogła objąć dwubramkowe prowadzenie. Małecki zagrał świetną piłkę w pole karne do Diaza, ten strzelił ile sił, ale Mucha “wypluł” futbolówkę przed siebie. Dobijać próbował Paweł Brożek, ale został zablokowany przez obrońców. W doliczonym czasie pierwszej połowy napastnik krakowian znalazł się sam przed Muchą, uderzył jednak wprost w golkipera wicemistrzów Polski.
Właściwie jedyną odpowiedzią Legii na te wszystkie ataki Wisły w tej części gry był strzał Borysiuka, który po rykoszecie od Issy Ba wylądował na rzucie rożnym.
Jeśli to, co działo się w pierwszej połowie można nazwać zdecydowaną przewagą Wisły, wydarzenia z początku drugiej części gry były już przewagą miażdżącą. Już po kilkunastu sekundach Rafał Boguski wymanewrował całą obronę Legii, minął Muchę i… nie trafił do pustej bramki! Chwilę później ten sam zawodnik przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem gospodarzy. Swojej szansy nie zmarnował natomiast Paweł Brożek. Bohater sobotniego spotkania popisał się pięknym technicznym uderzeniem głową po dośrodkowaniu Małeckiego z rzutu rożnego. Piłka, zanim wpadła do bramki, odbiła się jeszcze od słupka.
Legia grała chaotycznie, dzięki czemu goście nie mieli żadnych problemów z rozbijaniem jej ataków. Wisła natomiast wcale nie osiadła na laurach. Kapitalne podanie Boguskiego otworzyło Brożkowi drogę do bramki. W sytuacji sam na sam ze Słowakiem reprezentant Polski skompletował hat tricka.
Przyjezdni mogli wygrać wyżej, ale kolejnych znakomitych sytuacji nie wykorzystali Andraż Kirm, Paweł Brożek i Patryk Małecki.
Legia Warszawa – Wisła Kraków 0:3 (0:1)
Bramki: Paweł Brożek (16, 47, 70).
Żółte kartki: Maciej Rybus, Jakub Rzeźniczak – Junior Diaz, Issa Ba.
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Legia: Jan Mucha – Jakub Rzeźniczak, Inaki Astiz, Wojciech Szala, Tomasz Kiełbowicz – Sebastian Szałachowski (72. Adam Banasiak), Maciej Iwański, Tomasz Jarzębowski (72. Jakub Kosecki), Ariel Borysiuk (59. Marcin Smoliński), Maciej Rybus – Bartłomiej Grzelak.
Wisła: Marcin Juszczyk – Pablo Alvarez, Arkadiusz Głowacki, Marcelo, Piotr Brożek – Patryk Małecki, Issa Ba, Radosław Sobolewski, Junior Diaz (66. Andraż Kirm) – Rafał Boguski (84. Krzysztof Mączyński), Paweł Brożek.
Kasperczak: Ta drużyna ma wychodzić i wygrywać!
Już dziś piłkarze Wisły wyjadą do Warszawy, by przygotowywać się do sobotniego meczu z Legią. - Oba zespoły grają w kratkę, mają słabsze momenty, ale jutro nikt nie będzie kalkulował. Liczy się tylko zwycięstwo - zapowiada trener Henryk Kasperczak.
Niespodziewana porażka z Koroną spowodowała, że Wisła musi uciekać Lechowi, zdobywając punkty bez względu na rywala. – Ta drużyna ma wychodzić na boisko po to, by wygrywać! – podkreśla szkoleniowiec i nawet nie chce słyszeć o specjalnym motywowaniu swoich piłkarzy. - Muszą dać z siebie znacznie więcej, niż tylko to, co ja im powiem. Piłkarz w każdym meczu, bez względu na rywala, powinien mieć maksymalną motywację. Powtarzam to trenerom młodzieży – od małego uczcie tych chłopaków wygrywać! – nawoływał Kasperczak.
Po pierwszej ligowej porażce za jego kadencji będzie przestrzegał piłkarzy, by nie przespali początku meczu i nie dali sobie szybko strzelić bramki. - Daliśmy się w ten sposób zaskoczyć Koronie i wcześniej Lechii w pucharze – przypomina trener, chcąc by wiślacy wyciągnęli z tego odpowiednie wnioski.
Osiemnastka meczowa Wisły nie będzie znacząco różnić się od tej, którą Kasperczak wyselekcjonował na zeszłotygodniowy mecz z Koroną. Znak zapytania stanowić może zestawienie środka pola, gdzie o miejsce walczą – prócz Sobolewskiego – Diaz, Jirsak i Ba. Przed tygodniem słabe 45 minut rozegrał Kostarykanin i niewykluczone, że tym razem odpocznie na ławce. - Diaz grał we wszystkich meczach, na dwóch pozycjach, mając duże obciążenia. Ja na szczęście mam duży wybór - podkreśla trener.
Podczas analizy rywala, będzie uczulał swoich piłkarzy na zniwelowanie atutów ofensywnych Legii. - Trzeba będzie przypilnować Grzelaka, który dobrze gra tyłem do bramki i umie znaleźć się w “szesnastce”. Także szybkie i niebezpieczne skrzydła i Iwańskiego, kierującego grą w środku pola - zapowiada Henryk Kasperczak.
Wszyscy, oprócz Pawełka, gotowi
Tylko kontuzjowany Mariusz Pawełek nie pojedzie do Warszawy na mecz z Legią. Zawodnik ten przeszedł w środę zabieg artroskopii kolana i do końca sezonu jest wyłączony z gry. Przy Łazienkowskiej zastąpi go Marcin Juszczyk.
Pozostali zawodnicy, w tym Piotr Brożek i Rafał Boguski są zdrowi i gotowi do gry.
Nie zdecydowano jeszcze czy do Warszawy pojedzie Łukasz Garguła. Raczej jednak trener Kasperczak nie zdecyduje się na takie posunięcie. - W stosunku do osiemnastki, która została wystawiona na Koronę Kielce, nie będzie wielu zmian. Zastanawiamy się czy można już pokusić się czy dołączyć Gargułę, który jest już zdrowy. Jednak w takich meczach potrzeba zawodników, którzy częściej grali. Zastanowimy się, mamy jeszcze trening, ale myślę że nie jest to odpowiedni moment – mówi szkoleniowiec Wisły.
- Nie będzie kalkulacji, i dla Legii, i Wisły ten mecz jest ważny – zwycięstwo liczy się dla jednego i drugiego zespołu. Przed meczem z Lechem spekulowaliśmy, mówiliśmy o wynikach, a nikt nie przewidział, że Wisła przegra z Koroną Kielce. Nie trzeba iść w tym kierunku – mówi trener Kasperczak przed sobotnim meczem z Legią.
Smuda: Korona zasłużenie wygrała
„Mecz nie był na jakimś bardzo wysokim poziomie, ale Korona Kielce chciała wygrać. Grała składniej, stworzyła dużo sytuacji. Ten wynik mógł być wyższy. Korona mogła wygrać 3:0. Wiadomo, mogły być jeszcze podyktowane dwa karne” – komentował na gorąco selekcjoner reprezentacji Polski, Franciszek Smuda.
Trener przyznał, że jest zaskoczony postawą Białej Gwiazdy. „Myślałem, że Wisła od razu podejmie walkę od pierwszych do ostatnich minut, walkę o tytuł mistrza Polski, a jednak tak nie było” – dodał.
Po spotkaniu selekcjoner rozmawiał ze strzelcem jedynego gola, Jackiem Kiełbem. „Ja każdemu zawodnikowi mówię nad czym ma pracować. Przypomniałem to, co mówiłem po zgrupowaniu w Tajlandii, nad czym mam się koncentrować, żeby wrócił do reprezentacji. Myślę, że to rozumie. Jest ambitny, ma dużo serca do gry i jak poprawi te błędy, szczególnie techniczne, to ma szansę złapać się do reprezentacji” – podkreślał Franciszek Smuda.
Porażka z Koroną
Wisła bardzo utrudniła sobie walkę o obronę tytułu mistrzowskiego, przegrywając w 27. kolejce z Koroną Kielce 0:1. Jedyną bramkę meczu zdobył Jacek Kiełb. To szósty przegrany mecz ligowy Wisły, szósty przegrany 0:1, a także ósmy (na 27), w którym wiślacy nie zdobyli gola.
Jeśli w niedzielę Lech wygra ze Śląskiem Wrocław to przewaga Wisły nad “Kolejorzem” zmaleje do jednego punktu. Natomiast za tydzień Wisła gra na Łazienkowskiej z Legią…
Korona zagrała bardzo dobrą pierwszą połowę, niemal całkowicie paraliżując drugą linię wiślaków. Już na początku Maliszewski, który w ostatniej chwili zastąpił kontuzjowanego Ediego, otrzymał piłkę za obrońców Wisły na prawym skrzydle. Minął się z nią Juszczyk i Maliszewski stanął przed pustą bramką – pobiegł w jej kierunku, ale strzał zablokował Piotr Brożek. Powtórki dowodzą, że dotknął piłkę ręką, a sędzia miał podstawy by podyktować żółtą kartkę.
Chwilę później Korona zdobyła prowadzenie. Maliszewski tym razem nie strzelał, ale mocno kopnął przed pole bramkowe gdzie wbiegający Łukasz Kiełb strzałem z pierwszej piłki w “okienko” bramki Juszczyka. W 24 minucie podwyższyć mógł Nikola Mijailović. Były obrońca Wisły oddał potężny strzał z dystansu, piłka odbiła się od poprzeczki, potem od linii bramkowej (lekko wychylona w stronę bramki) i wyszła w pole. Duże szczęście Wisły – gdyby piłka leciała centymetr niżej, niechybnie Juszczyk zostałby pokonany po raz drugi.
Wiślacy nie byli w stanie przedrzeć się przez drugą linię Korony. Skrzydła nie pracowały jak należy, w środku Sobolewski z Diazem nie byli w stanie rozegrać piłki. Dopiero pod koniec pierwszej połowy Boguski ładnym podaniem wyprowadził Kirma na sytuację “sam na sam” z Małkowskim, lecz uderzenie Słoweńca było trochę za lekkie i w środek bramki. W drugiej połowie golkiper Korony okazał się jej bohaterem.
Wisła przejęła po przerwie inicjatywę, a sporo w uporządkowaniu gry dało wejście Issy Ba. Na nic zdawały się liczne dośrodkowania w pole karne Korony – Wisła wykonała ich 42, z czego 15 Patryk Małecki, ale tylko dwie można uznać za udane. Na bramkarza gości nie było sposobu. Potężne uderzenie Łobodzińskiego sparował na róg, obronił też strzał Sobolewskiego. W ostatnich dziesięciu minutach kotłowało się na jego polu karnym, ale bramka nie padła. Małkowski miał szczęście gdy nieco za lekko główkował Marcelo, z kolei przy główce Głowackiego piłka otarła się o słupek.
Statystyka meczu Wisła – Korona (za Canal+):
- sytuacje: 20 – 10
- strzały: 18 – 9
- strzały celne: 4 – 5
- posiadanie piłki: 56% – 44%
- faule: 11 – 14
- dośrodkowania: 42 – 15
- spalone: 0 – 2
- rzuty rożne: 8 – 4
Wisła Kraków – Korona Kielce 0:1 (0:1)
0:1 Jacek Kiełb 9 min
Żółte kartki: Sobolewski (Wisła), Vuković, Markiewicz, Zieliński (Korona)
Wisła Kraków: Marcin Juszczyk – Piotr Brożek, Marcelo, Arkadiusz Głowacki, Pablo Alvarez – Patryk Małecki, Junior Diaz (46 min – Issa Ba), Radosław Sobolewski, Andraż Kirm (61 min – Wojciech Łobodziński) – Rafał Boguski, Paweł Brożek
Korona Kielce: Zbigniew Małkowski – Artur Jędrzejczyk, Hernani, Pavol Stano, Jacek Markiewicz – Łukasz Maliszewski (70 min – Dariusz Łatka), Aleksandar Vuković, Cezary Wilk, Nikola Mijailović – Jacek Kiełb (79 min – Maciej Tataj), Krzysztof Gajtkowski (77 min – Michał Zieliński)
Sędzia: Hubert Siejewicz
Widzów: 5 000
Boguski: Zregenerowany i wypoczęty
W meczu ze Śląskiem Wrocław Rafał Boguski po raz drugi w tym sezonie zagrał pełne 90 minut. Co prawda, jak sam mówi, poczuł je w mięśniach i nogach, ale jest gotowy na kolejne wyzwanie. I nastawia się na grę jako ofensywny pomocnik – podobnie jak w meczu ze Śląskiem.
„Nie wiem, czy wszyscy dobrze obserwowali mecz ze Śląskiem, ale ja w nim bardziej grałem pomocnika niż napastnika” – tłumaczy swoją rolę na boisku Rafał. „Miałem za zadanie cały czas być przy jednym ze środkowych pomocników Śląska. Sporo było tych zadań defensywnych, bo nie mogłem zostawić Tomka i Juniora samych przeciwko trzem środkowym pomocnikom Śląska. Oczywiście miałem też wspomagać Pawła Brożka z przodu” – szczegółowo wyjaśnia zawodnik. Ustaliliśmy więc, że był – jak kto woli – cofniętym napastnikiem, albo ofensywnym pomocnikiem.
Zapewne i w meczu z Lechem przypadnie mu taka rola. „Oczywiście, jeśli zagram” – odpowiada w swoim stylu Rafał. „Nie jest powiedziane, że to miejsce w podstawowej jedenastce mam już na dłużej. Wraca do składu Radek Sobolewski, więc dla mnie może miejsca zabraknąć. Wszystko okaże się dopiero na przedmeczowej odprawie. Ja robię wszystko, żeby w jedenastce być” – przekonuje zawodnik.
W spotkaniu ze Śląskiem Wisła oddała aż 17 strzałów, ale tylko 2 były celne. Tą statystykę kilka razy powtarzał trener Kasperczak, znają ją i piłkarze. „Plusem jest to, że okazje stwarzamy, ale na pewno fajniej by było, gdybym z trzech okazji przynajmniej jedną wykorzystał. Nie mogę jednak tego rozpamiętywać. Jeśli nadarzy się okazja w kolejnych meczach, to postaram się ją wykorzystać” – zapewnia Boguski. Rafał dodaje jednak, że czasu na dłuższe ćwiczenia mające poprawić tą skuteczność nie było. „Najważniejsze było zregenerować się i odpocząć” – podkreśla zawodnik.
Nie mogło zabraknąć też pytania o poprzednie mecze z Lechem, które dla Wisły nie były udane. Biała Gwiazda przecież od dwóch lat nie pokonała zespołu z Poznania. Na to pytanie Rafał Boguski odpowiedział podobnie jak trener Kasperczak: „Na pewno nie możemy patrzeć na poprzednie spotkania. Każdy mecz jest inny i ten także będzie się różnił od spotkań, które już rozegraliśmy.”
Polonia Warszawa – Wisła Kraków 0-1
W meczu 23. kolejki Ekstraklasy Polonia Warszawa przegrała u siebie z Wisłą Kraków 0-1 po samobójczym trafieniu Łukasza Piątka! “Czarne Koszule” desperacko walczą o utrzymanie, ale jeśli tak się będzie spisywał Sebastian Przyrowski, który nie trafił w podaną przez Piątka piłkę, to raczej misja im się nie powiedzie.

Przy piłce Arkadiusz Głowacki. Fot. Bartłomiej Zborowski /PAP
– Naszym atutem będzie krzywa murawa – podkreślał przed meczem dyrektor sportowy Polonii Radosław Majdan, a teraz pewnie pluje sobie w brodę.Skaczącą po nierównej nawierzchni piłkę Przyrowski mógł przyjąć, a potem spokojnie ekspediować. Nie zrobił tego, próbował zagrania z pierwszej piłki, więc w nią nie trafił i tak padła najśmieszniejsza bramka kolejki, jeśli nie całej rundy!
“Musimy wymienić murawę” – psioczyli kibice i piłkarze Polonii. “Niech żyją wszystkie krety i kretowiska w Warszawie!” – tej treści sms-y puszczali sobie z kolei kibice “Białej Gwiazdy”.
Wisła jest na prostej drodze do obrony mistrzostwa Polski. – Nie pamiętam, aby Wisła w końcówce sezonu wypuściła z rąk mistrzostwo mając tak dużą przewagę – powiedział nam jej były napastnik grający dzisiaj w Jagiellonii – Tomasz Frankowski.
Wbrew fatalnej murawie piłkarze obu ekip stworzyli ciekawe widowisko. Z przebiegu I połowy trudno było się domyślić, który z zespołów jest na pierwszym, a który na ostatnim miejscu w tabeli.
“Czarne Koszule” zaatakowały za sprawą Janusza Gancarczyka, który zwiódł Pablo Alvareza i uderzył z prawej nogi, ale zastępujący kontuzjowanego Mariusza Pawełka Marcin Juszczyk zdołał odbić piłkę. Później “Juhu” do spółki z Arkadiuszem Głowackim zatrzymał Gołębiewskiego w sytuacji sam na sam (Juszczyk sparował strzał, a Głowacki wybił zmierzającą do pustej bramki piłkę). W 32. min Polonia trzema podaniami z pierwszej piłki rozmontowała defensywę krakowian, ale Łukasz Trałka z 13 m uderzył lekko i w środek bramki, więc Juszczyk spokojnie złapał piłkę.
- Powinienem strzelić gola, ale na tej murawie koncentrowałem się bardziej na tym, żeby w ogóle trafić w piłkę. Nie było czasu na lepsze celowanie – tłumaczył Trałka.
Wisła też miała swoje szanse. Zagrażała po rzutach rożnych (strzał głową Juniora Diaza i z lewej nogi Głowackiego), a w 35. min strzelecką niemoc powinien przełamać Paweł Brożek po błędzie sędziego (był spalony) i podaniu głową Marcelo. Zanim “Brozio” zdecydował się na strzał będąc w czystej pozycji, zablokował go obrońca.
Pewnie obserwując tę sytuację trener Henryk Kasperczak powiedział: “Basta” i na drugą połowę w miejsce Pawła Brożka posłał Rafał Boguskiego
W 66. min w polskiego Leo Messiego zabawił się Patryk Małecki, który przeszedł slalomem trójkę rywali i wyłożył piłkę w pole karne Piotrowi Brożkowi. “Pietia” uderzył mocno z prawej nogi, ale Sebastian Przyrowski szczęśliwie interweniował prawą nogą.
Od 60. minuty Polonia już tylko sporadycznie atakowała, najwyraźniej opadła z sił. Wisła dominowała na całym boisku, ale nie potrafiła zdobyć gola. Znakomitą sytuację po akcji rezerwowych – Andraża Kirma z Boguskim zmarnował Radosław Sobolewski, który z pięciu metrów nie trafił głową do siatki. Wiślaków wyręczył Piątek do spółki z Przyrowskim. Ten pierwszy wycofywał piłkę do bramkarza wbrew żelaznej zasadzie “nie podawaj w kierunku bramki, tylko obok niej”, a ten drugi nie trafił w leniwie lecącą piłkę i ta wtoczyła się do siatki!
Przyrowskiego nie tłumaczą nierówności boiska. Pamiętny pecha Artura Boruca w Belfaście (przepuścił do siatki piłkę podaną przez Michała Żewłakowa) powinien sobie przyjąć futbolówkę, tym bardziej, że miał na to czas.
- W tej jednej sytuacji boisko nam pomogło, ale przeszkadzało w całym meczu. Cieszymy się z trzech punktów, bo zmarnowaliśmy przecież tyle sytuacji. Bramkarz popełnił błąd kuriozum i mamy w ten sposób prezent na święta – powiedział najlepszy piłkarz na boisku, Patryk Małecki.
- Boisko nam nie pomagało, a dzisiaj byliśmy drużyną lepszą i powinniśmy wygrać! Wolałbym grać słabiej i wygrać. Niestety, piłka bywa przewrotna, ale nie potrafiliśmy postawić kropki nad “i”. Przez to te święta będą smutne – przyznał obrońca Polonii, Piotr Dziewicki.
Polonia Warszawa – Wisła Kraków 0-1 (0-0)
Polonia: Przyrowski – Mynarz, Jodłowiec, Dziewicki, Brzyski – Mierzejewski, Trałka, Anfdreu., Piątek, Gancarczyk (69. Mąka) – Gołębiewski (59. Ivanovski).
Wisła: Juszczyk – Alvarez, Głowacki, Marcelo, Diaz – Łobodziński, Sobolewski, Ba, Piotr Brożek (72. Kirm) – Paweł Brożek (46. Boguski), Małecki.
Sędziował Dawid Piasecki ze Słupska.
Żółte kartki: Gołębiewski oraz Sobolewski.
Wisła Kraków – Polonia Warszawa 2:2 (1:0)
W meczu 23. kolejki Młodej Ekstraklasy Wiślacy zremisowali z Polonią Warszawa 2:2, wyrównującą bramkę zdobywając w 88. minucie meczu.

Już po 10 minutach pierwszej połowy gospodarze prowadzili z Polonią Warszawa 1:0. Bramkę po zagraniu Kamila Frasika zdobył Kamil Jeleń. Taki wynik utrzymywał się aż do 78. minuty. Wtedy Łukasza Jarosińskiego pokonał Paweł Wszołek. Jednak to nie był koniec emocji w Wolbromiu, gdzie rozegrano spotkanie.
W 84. minucie po faulu Piotra Wanatowicza na zawodniku Polonii sędzia podyktował rzut karny, który na bramkę zamienił Daniel Ciach. Kiedy wydawało się, że „Czarne Koszule” zdobędą komplet punktów, remis Wiśle uratował ten, który spowodował rzut karny. W 88. minucie Piotr Wanatowicz po strzale głową wyrównał na 2:2 i takim też wynikiem zakończyło się to spotkanie.
Młoda Ekstraklasa:
Wisła Kraków – Polonia Warszawa 2:2 (1:0)
1:0 Jeleń 10’
1:1 Wszołek 78’
1:2 Ciach 84’ (k.)
2:2 Wanatowicz 88’
Wisła Kraków: Jarosiński – Cyzio, Zalewski, Rajfur, Kozieł – Jeleń, Chrapek (80’ Majcherczyk), Ligienza (77’ Wanatowicz), Masiuda, Brud – Frasik (70’ Batko)
Polonia Warszawa: Nerek – Lemanek, Makowski, Wełna, Rawski – Wszołek, Zembrowski (46’ Kozioł), Ciach, Rusak (60’ Domański, 85’ Milcarz) – Pawłowski, Barszcz (46’ Teodorczyk)
Żółte kartki dla Wisły: Masiuda, Frasik
Głowacki: Poprawiać błędy i do boju
„Czuliśmy taką moc. Być może nie zawsze udawało się to pokazać na boisku, ale wydaje się, że w tej akcji, w której ‘Boguś’ strzelił bramkę, wszystko wyglądało tak, jak powinno wyglądać” – po meczu z Polonią Bytom mówił Arkadiusz Głowacki.

Mimo że to Biała Gwiazda pierwsza straciła gola w Bytomiu, zachowała spokój, a co najważniejsze, grała rozważnie. „„Gdybyśmy grali mądrze, to nie stracilibyśmy bramki. Cieszy mnie reakcja na to, co się wydarzyło, czyli na stratę bramki. Szybka odpowiedź i później dążenie do zwycięstwa” – mówił po wyjściu z szatni Arkadiusz Głowacki, kapitan Wisły. „Też odnosiłem takie wrażenie, że możemy zdobyć bramkę, przynajmniej jedną, i odnieść zwycięstwo. Czuliśmy taką moc. Być może nie zawsze udawało się to pokazać na boisku, ale wydaje się, że w tej akcji, w której ‘Boguś’ strzelił bramkę, wszystko wyglądało tak, jak powinno wyglądać” – dodał obrońca.
Wisła odniosła drugie ligowe zwycięstwo z rzędu. Czy to znaczy, że wróciła na właściwe tory? „Chcemy też tak myśleć. Wydaje się, że coraz lepiej wychodzi nam współpraca na boisku. Może nie wszystko było dzisiaj tak, jak należy, ale ta gra piłką była momentami niezła. To też nam przyniosło gole. Nic, tylko poprawiać to dalej, poprawiać błędy i do boju” – komentował na gorąco po meczu „Głowa”.
W końcówce spotkania Polonia była bliska wyrównania na 2:2, ale Marcin Radzewicz w dobrej sytuacji posłał piłkę obok słupka. „Zadrżeliśmy przy sytuacji Radzewicza. Musimy wyciągnąć z tego wnioski, bo to nie pierwszy raz, kiedy stwarzamy przeciwnikowi sytuacje” – przyznał Głowacki.
Po odpadnięciu z Pucharu Polski Wisła może się skupić tylko na grze w lidze i walce o mistrzostwo Polski. „Myślę, że sytuacja dla drużyny jest w sumie dobra, kiedy można przez cały tydzień przygotowywać się do meczu, odpowiednio odpocząć, przetrenować i przetestować odpowiednie elementy gry. To jest sytuacja komfortowa, ale czy to wykorzystamy dobrze, to pozostaje pod znakiem zapytania” – stwierdził kapitan krakowskiej drużyny. Na razie Wisła to wykorzystuje, odnosząc drugie z rzędu zwycięstwo w Ekstraklasie. Wygrana tak uradowała Wiślaków, że słychać ich było po meczu z szatni, krzyczących i cieszących się. „Mamy taką huśtawkę nastrojów, ale chcielibyśmy tę serię zwycięstw podtrzymać. Zwycięstwa ciągle cieszą” – powiedział Głowacki.
Na prawej obronie obok doświadczonego Wiślaka zagrał Łukasz Burliga. Głowacki, pytany o to, czy dawał jakieś rady młodszemu koledze przed meczem, odpowiedział ze śmiechem: „Tak. ‘Burego’ posyłamy do zadań specjalnych i doskonale dał sobie radę”.