Kasperczak: To, co chcieliśmy
„Zespół zaprezentował to, co chcieliśmy – walkę, determinację, solidarność w grze” – cieszył się po wygranym spotkaniu z Polonią Bytom trener Henryk Kasperczak.
„W sytuacji, w której się znajdujemy, ta wygrana była nam potrzebna. Mieliśmy optyczną przewagę, ale zdarzyły nam się trudne momenty, szczególnie pod koniec meczu, kiedy w doskonałej sytuacji znalazł się Radzewicz. Wydaje mi się, że zwycięstwo jest zasłużone – lepiej operowaliśmy piłką, byliśmy skuteczni. Na tym trudnym terenie, przeciwko dobrej drużynie, wygrana szczególnie cieszy” – podsumował mecz trener Wisły.
Szkoleniowiec komentował też kolejne zmiany w wyjściowej jedenastce Białej Gwiazdy. „Mam grupę zawodników, jest rotacja w zależności od tego, jakie są obciążenia poszczególnych piłkarzy” – tłumaczył trener. Tym razem efekt przyniosło przesunięcie Piotra Brożka do pomocy. „Jestem zadowolony z jego gry, Piotrek strzelił gola, zaliczył asystę” – podkreślał Kasperczak. Pochwałę otrzymał również Łukasz Burliga. „Kiedy mieliśmy problem z Alvarezem, wstawiliśmy Burligę. Sprawdził się, pokazał, że ma umiejętności. Szukamy optymalnego ustawienia wszystkich piłkarzy na boisku” – zaznaczył trener.
Tym razem z murawy szkoleniowiec w trakcie meczu ściągnął Pawła Brożka. „Mieliśmy trzy mecze w ciągu tygodnia – to był maraton. W pucharowym meczu próbowałem Pawła zostawić na ławce, teraz Pawła ściągnąłem, bo niestety nadal mu nie wychodzi. Cały czas jednak mam zaufanie do niego. Znów się udało i Boguski strzelił gola” – podsumował tą zmianę trener, który kilka razy podkreślił, że jest zadowolony z tego, że zespół strzela bramki.
Puchar Polski nie dla Wisły
Lechia Gdańsk sprawiła niespodziankę i wyeliminowała Wisłę Kraków z Pucharu Polski. W Krakowie w meczu rewanżowym gdańszczanie wygrali z Białą Gwiazdą 3:1.

W pierwszym meczu w Gdańsku padł remis 0:0. W drugim spotkaniu, aby awansować, Wisła musiała wygrać, gościom natomiast wystarczał bramkowy remis. Po zwycięstwie w sobotę w meczu ligowym wydawało się, że Biała Gwiazda odzyskała rytm i poradzi sobie z gdańską Lechia również we wtorek, mimo braku Arkadiusza Głowackiego i Marcelo, którzy pauzowali za żółte kartki. Zamiast nich na środku obrony trener Henryk Kasperczak ustawił Juniora Diaza i Łukasza Burligę.
Początek spotkania należał jednak do podopiecznych trenera Kafarskiego, którzy już w 45. sekundzie wyszli na prowadzenie. Łukasz Burliga za krótko wybił piłkę przed pole karne. Doskoczył do niej Łukasz Surma, który silnym strzałem z ok. 20 metrów pokonał Mariusza Pawełka.
Zaledwie 9 minut później Lechiści cieszyli się z kolejnej bramki. Po stracie Wojciecha Łobodzińskiego piłkę przejęli goście. Ivans Lukjanovs zagrał do Tomasza Dawidowskiego, który z lewej strony wbiegł w pole karne Wisły i przerzucił piłkę nad Mariuszem Pawełkiem. Sytuację próbował ratować Issa Ba, który zdołał wybić futbolówkę zmierzającą do bramki tak, że ta odbiła się od poprzeczki, jednak trafiła w Piotra Brożka i wpadła do siatki.
Nadzieję na odrobienie strat przywrócił w 22. minucie Patryk Małecki, który zamienił rzut karny, podyktowany za faul na Rafale Boguskim, na bramkę. Jednak w 37. minucie Lechiści postawili kropkę nad ‘i’, strzelając trzecią bramkę. Indywidualną akcję przeprowadził Ivans Lukjanovs, który wybiegł z prawej strony zza pleców obrońców Wisły, popędził w kierunku bramki i posłał piłkę do siatki obok Mariusza Pawełka.
W drugiej połowie w składzie Wisły pojawili się Paweł Brożek i Krzysztof Mączyński, jednak nawet te zmiany nie przyniosły korzyści. Gospodarze starali się zdobyć kontaktową bramkę, jednak znowu przypomniała o sobie nieskuteczność. W 50. minucie Rafał Boguski strzelił obok słupka próbując dobijać strzał Patryka Małeckiego. Pięć minut później Boguski znowu posłał piłkę obok bramki po tym, jak przebiegł z nią pół boiska. W 78. minucie z kolei Patryk Małecki miał swoją szansę, ale będąc przed bramką strzelił wprost w obrońcę, stojącego na linii bramkowej.
Mecz zakończył się wynikiem 3:1 dla Lechii i to ona awansowała do półfinału tych rozgrywek. Wiśle pozostała już walka o mistrzostwo Polski.
Wisła Kraków – Lechia Gdańsk 1:3 (1:3)
0:1 Surma 01’
0:2 Piotr Brożek (sam.) 10’
1:2 Małecki (k.) 22’
1:3 Lukjanovs 37’
Pierwszy mecz: 0:0. Awans: Lechia Gdańsk
Wisła Kraków: Pawełek – Alvarez, Diaz, Burliga, Piotr Brożek – Łobodziński, Jirsak (46’ Mączyński), Ba, Kirm (46’ Paweł Brożek) – Boguski (62’ Hristov), Małecki
Lechia Gdańsk: Kapsa – Bąk, Kozans, Wołąkiewicz, Mysona – Laizans, Surma, Nowak (81′ Kaczmarek) – Lukjanovs, Dawidowski (65′ Pietrowski), Wiśniewski (88′ Buzała)
Żółte kartki: Diaz, Burliga (Wisła) – Kozans, Bąk, Wiśniewski (Lechia)
Sędziował: Marcin Borski (Warszawa)
Kafarski: Bramka zadecydowała
„Stracona bramka spowodowała, że gra nam się załamała” – podkreślał po meczu z Wisłą trener Lechii, Tomasz Kafarski, który dodał, że do tego momentu jego drużyna prezentowała się całkiem udanie.
„Chyba zapomnieliśmy, że w poprzednim sezonie mecz w Krakowie miał podobny przebieg. Też udało nam się utrzymać remis do przerwy, a pod koniec spotkania straciliśmy trzy bramki. Zapomnieliśmy chyba o tej lekcji i zagraliśmy zbyt optymistycznie” – przypominał Kafarski.
Trener Lechii był pytany o zmiany w składzie, jakich dokonał w porównaniu ze środowym meczem Pucharu Polski tych samych drużyn. Dziennikarze zastanawiali się, czy w trakcie ligowego spotkania Kafarski nie oszczędzał niektórych piłkarzy, żeby zachowali siły na wtorkowy rewanż w rozgrywkach pucharowych. „Wystawiłem jedenstkę, która uważałem, że będzie w stanie walczyć jak równy z równym z Wisłą. Do 65. minuty tak było” – odpowiedział szkoleniowiec gdańskiej jedenastki.
Łobodziński: Przełamaliśmy niemoc
Wojciech Łobodziński pojawił się na boisku w drugiej części spotkania. To on wywalczył rzut wolny, po którym padła bramka Marcelo. „Cieszę się, że zmiany coś dają” – podsumował po meczu „Łobo”.
W końcu udało się przełamać strzelecką niemoc i byliśmy świadkami wygranej nad Lechią Gdańsk.
Na boisku łatwo nie, ale cechowała nas spora determinacja i taka sportowa złość, zwłaszcza w drugiej połowie. Biorąc to wszystko pod uwagę powiem szczerze, że byłem dziwnie spokojny o wynik spotkania.
Pierwsza odsłona meczu raczej nie wlała do serc kibiców optymizmu…
Sądzę, że było widać nasze zniecierpliwienie, bo w nas też to siedziało, że tak długo nie mogliśmy strzelić gola w lidze. Przełamaliśmy naszą niemoc, powietrze zeszło z nas. To było nam potrzebne i nadal jesteśmy najlepszą drużyną w Polsce. Wierzę, że obronimy mistrzostwo.
Po pierwszej bramce Marcelo musieliśmy poczuć naprawdę wielką ulgę.
Tak, zresztą było widać naszą ogromną radość. Dawno tak nie cieszyliśmy się ze zdobytego gola. Potem wiedzieliśmy, że nie możemy tego wypuścić z rąk i musieliśmy dobić przeciwnika.
Druga bramka, autorstwa Tomka Jirsaka to efekt piłkarskiego fartu czy czegoś innego?
Nie, ja na pierwszy plan wysunąłbym umiejętności Tomka. Nie strzelał na siłę, nie starał się lobować bramkarza, tylko uderzył technicznie. Sądzę, że strzelił bramkę rundy.
Ostatnia bramka strzelona przez Rafała Boguskiego chyba pozwoliła, żeby nas Waszych twarzach pojawiał się ogromny, ale i wyczekiwany uśmiech.
Tak, było widać zresztą w naszych szeregach trochę rozluźnienia. Na początku dziś byliśmy trochę spięci, ale jak pojawiły się bramki, to trochę nam „puściło”.
Pojawił się Pan na boisku w drugiej połowie. Jak oceni Pan swój występ?
Myślę, że idę do przodu, przede wszystkich fizycznie. Nie trenowałem prawie miesiąc, staram się odzyskać fizyczną formę. Jest coraz lepiej. Cieszę się, że zmiany coś dają.
Ktoś zarobił wielkie pieniądze na przecieku z Wisły?
Dziesiątki tysięcy złotych zarobiły w kilkadziesiąt godzin trzy osoby, które trafnie obstawiły najpilniej strzeżoną w ostatnich dniach tajemnicę w polskiej piłce nożnej. Chodzi o nominację Henryka Kasperczaka na nowego trenera mistrzów Polski Wisły Kraków. Firma bukmacherska nie ma wyjścia: musi wypłacić im pieniądze, choć ma wątpliwości, czy obstawiający postępowali uczciwie. Podejrzewa przeciek. Wisła twierdzi, że tajemnicę znały jedynie cztery osoby.
Piątek i sobota. Na serwisie internetowego bukmachera, firmy Tobet, trzy osoby zakładają konta graczy. Nie mają doświadczenia, nigdy nie obstawiały w sieci. Z kart płatniczych i kredytowych przelewają spore kwoty. Jakie? Tajemnica bukmachera – wiadomo jednak, że nieprzeciętnie duże. Nie interesują ich żadne zdarzenia, tylko tzw. single – gra na pojedynczy zakład. Wszystkie trzy osoby całość swoich środków inwestują w to, że wkrótce trenerem Wisły Kraków będzie Henryk Kasperczak.
W Tobecie konsternacja: takie kwoty to rzadkość. Gra po niezwykle ryzykownym kursie – za każdy złoty wpłacony na Kasperczaka bukmacher wypłacał 15 – to ewenement. Trenera, który jeszcze niedawno sądził się z klubem i nie był wśród oficjalnych kandydatów, nikt inny wśród grających nie brał pod uwagę.
W poniedziałek Wisła ogłosiła nominację dla Kasperczaka. – Nie znam takich przypadków, jak ten dotyczący Wisły – przyznaje menedżer firmy Tobet Jarosław Andruszkiewicz. – Sam czasami gram na jakieś mało realne scenariusze, np. mistrzostwo Europy dla polskich koszykarzy. Ale gram za drobne 5 zł, a nie tysiące złotych.
Firma nie może podać, kto i za ile grał na Kasperczaka. Jeśli postawił np. 8 tys. zł, szybko wzbogacił się do 120 tys. zł.
Andruszkiewicz: – Proszę powiedzieć: czy ktokolwiek na giełdzie trenerów przewidywał Kasperczaka? Nikt! Gdy trzy osoby postawiły na niego, kurs od razu zaczął spadać, bo reagujemy na takie kwoty natychmiast. One mają przecież oddawać prawdopodobieństwo wystąpienia pewnych zdarzeń, a skoro ktoś zakłada się za spore pieniądze, to zaczyna być podejrzane. Byliśmy zdziwieni, że ktoś gra za tyle. A kiedy okazało się, że trafił, to już było zdumienie.
Firma nie ma wyjścia: jeśli nie został złamany regulamin gry, musi wypłacić pieniądze. Nawet mimo wątpliwości. – Możemy podejrzewać, że ktoś, kto zawierał te zakłady, wiedział więcej niż inni. Pod tym względem sprawa jest jasna – przyznaje Andruszkiewicz.
Nadzieja w detalach. Większość firm bukmacherskich w swoich regulaminach – zwykle nieczytanych przez grających – ma zapis, iż pod jednym adresem zameldowania może być tylko jeden grający. Jeśli konta mają np. cztery osoby – tak bywa przy zakładaniu rachunków na członków rodziny – bukmacher może odmówić wypłaty wygranej ze względu na naruszenie regulaminu.
Dla Sport.pl Adrian Ochalik, rzecznik prasowy Wisły:
- Nie ma szans, by z klubu wyszedł przeciek. Do godz. 16.10 w poniedziałek o sprawie Kasperczaka wiedziały cztery osoby – wliczając w to samego trenera. Wtedy ja dowiedziałem się jako piąty. Proszę zwrócić uwagę na zdumienie dziennikarzy i innych osób, które zobaczyły trenera Kasperczaka na konferencji prasowej. To była bardzo pilnie strzeżona tajemnica i udało się ją utrzymać. Nie wiem, skąd takie zakłady u bukmachera. Może ktoś miał szczęście?
Kasperczak podziękuje Skorży
- Chcę zrobić ukłon w kierunku Maćka Skorzy i mu podziękować za to, co zrobił – powiedział Henryk Kasperczak na konferencji prasowej. Chwilę wcześniej został trenerem Wisły Kraków.
Henri na konferencji prasowej podkreślał, że najważniejszym celem jaki stawia przed sobą i piłkarzami to zdobycie mistrzowskiego tytułu. Kasperczak wyraźnie zaznaczył, że drużyna jest na pierwszym miejscu i już niedługo powinna zacząć grać dobrze, a przede wszystkim skutecznie w ataku. – Jak byłem w Wiśle, zawodnicy strzelali na zawołanie. Jak byłem w Górniku, płakałem, bo tyle było okazji, a nikt nie mógł strzelić. Z tym trzeba więc poczekać. Na pewno będę pracował długo nad kombinacjami ofensywnymi, konstrukcją gry i wykańczaniem akcji. To na pewno spowoduje, że drużyna dostanie impuls i wróci skuteczność, która jest potrzebna – mówił Kasperczak.
Wszyscy kibice “Białej Gwiazdy” pamiętają okoliczności w jakich w 2005 roku Henryk Kasperczak żegnał się z drużyną. Ponieważ był wielce nie zadowolony ze zwolnienia z funkcji trenera domagał się wysokiego odszkodowania, którego jednak nie dostał.
Dzisiaj zaznaczył, że między nim, a Bogusławem Cupiałem wszystko zostało wyjaśnione.
- Każdy z nas ma jakieś słabości. Jestem po rozmowie z właścicielem klubu i wszystkie nieporozumienia, jakie mogły zaistnieć między nami zostały wyjaśnione, w sposób zdecydowany – mówił podczas konferencji nowy trener Wisły.
Kibice dziękują Maciejowi Skorży
Maciej Skorża przez 2,5 roku pracy w Wiśle miał bardzo dobre stosunki z kibicami “Białej Gwiazdy”. Trudno zatem się dziwić, że fani – mimo kiepskich ostatnio wyników drużyny – są wdzięczni Skorży za jego pracę pod Wawelem.
Z tego też powodu Stowarzyszenie Kibiców Wisły Kraków wystosowało list otwarty, w którym dziękuje Skorży za jego wkład w sukcesy klubu.
W liście czytamy m.in.: “Dziękujemy za przywrócenie nadziei. Za to, że przejmując drużynę rozbitą sezonem poprzednim, potrafił ją Pan odbudować, dzięki czemu “Biała Gwiazda” odzyskała należny jej blask, a kibice na nowo uwierzyli, że przed nimi jeszcze wiele pięknych chwil.
Dziękujemy za niezapomniane momenty. Za to, że dzięki Panu mogliśmy dwa lata z rzędu świętować na krakowskim Rynku, a teraz jesteśmy na najlepszej drodze, by móc radować się po raz kolejny.
Dziękujemy za występy Wisły Kraków w Europie. Za rozbicie Beitaru, za trzymanie nas do końca w napięciu w rywalizacji z Tottenhamem. Za to, że znaleźliśmy się w wybitnie wąskim gronie tych, którzy pokonali FC Barcelonę w sezonie, w którym katalońska ekipa wygrywała ze wszystkimi.
Przede wszystkim dziękujemy jednak za to, jakim Pan był i nadal jest człowiekiem. Za profesjonalizm i kompetencję. Za życzliwość i otwartość na ludzi, którym dobro Wisły jest sercu najbliższe. Dziękujemy za odwagę docenienia kibiców, za zaangażowanie w ich sprawy i działania. Za zrozumienie, a co za tym idzie, za wielokrotną pomoc, której nam Pan udzielał w różnorakich akcjach i przedsięwzięciach. Wyrażamy wdzięczność za to, że widział Pan w nas partnerów, a nie zło konieczne, jakim dla wielu futbolowych “znawców” jesteśmy.
Stowarzyszenie Kibiców Wisły Kraków pragnie Panu życzyć wszystkiego, co najlepsze. Spokoju i wyciszenia w gronie rodzinnym, a także nabrania sił do nowych, wielkich wyzwań, które z pewnością przed Panem.
Żywiąc nadzieję, iż nasze drogi ponownie się zejdą, za wszystko, jeszcze raz, bardzo serdecznie dziękujemy”.
Maciej Skorża nie jest już trenerem Wisły
Rada Nadzorcza i Zarząd Wisły Kraków SA postanowiła, że Maciej Skorża przestaje pełnić obowiązki pierwszego trenera Wisły Kraków. Taka decyzja została podjęta po spotkaniu ze szkoleniowcem. Nowego trenera Białej Gwiazdy poznamy jeszcze dziś po południu.

Maciej Skorża pełnił funkcję pierwszego trenera Wisły Kraków od dnia 14 czerwca 2007 roku. Przez ponad dwa lata pracy z zespołem zdobył dwa mistrzostwa Polski, był finalistą Pucharu Polski.
Władze klubu podkreślają, że do zmian zmusiła ich obecna dyspozycja drużyny, która niewątpliwie ma słabszy okres gry. Podjęte dotychczas środki, które miały na celu zmianę tej sytuacji, nie okazały się skuteczne, dlatego postanowiono sięgnąć po inne rozwiązanie.
Rada Nadzorcza i Zarząd klubu dziękują trenerowi Skorży za wszystkie osiągnięcia w Wiśle Kraków oraz pracę włożoną w prowadzenie pierwszej drużyny Białej Gwiazdy.
Skorża: Brakuje jednego impulsu
„Każda trudna sytuacja w tym sezonie miała inne podłoże. Teraz najbardziej brakuje nam automatyzmu w grze i pewności siebie, którą tracimy z każdą niewykorzystaną sytuacją. Trzeba zdobyć pierwszą bramkę, zacząć się pozytywnie nakręcać. Twierdzę, że drużynie brakuje jednego impulsu, bo uważam, że Wisła wiosną będzie grała bardzo dobrze, tylko trzeba jej tego jednego pozytywnego momentu” – twierdzi przed meczem z Jagiellonią trener Skorża.

Szkoleniowiec nie chciał oceniać, czy drużyna znajduje się w trudniejszej sytuacji niż po porażkach z Levadią, czy Legią i Cracovią. „Ja jestem od tego, żeby taka sytuacja trwała jak najkrócej. Mam nadzieję, że ten trudny moment potrwa tylko do piątkowego wieczora, że uda się zdobyć trzy punkty, być sobą, bo mamy z tym największe problemy” – powiedział trener i dodał, że jego zdaniem problemem Wisły nie jest złe przygotowanie drużyny do rozgrywek.
Trener Skorża przed meczem z Jagiellonią
Maciej Skorża podkreślił, że zespół jest gotowy na walkę w meczu w Białymstoku. Zapewnił, że atmosfera w drużynie daleka jest od rezygnacji – wśród piłkarzy widać ogromną mobilizację i determinację. „Mogę zapewnić, że w Białymstoku nie będzie zawodnika w koszulce Wisły, który nie będzie walczył. To będzie spotkanie ogromnej walki ze strony Wisły i mam nadzieję, że takie spotkania będziemy rozgrywać do końca sezonu” – zaznaczył trener.


Powrót do zdrowia Issa Ba daje trenerowi większą możliwość rotacji w składzie. Szkoleniowiec Wisły nawet i bez tego rozważałby zmiany w wyjściowej jedenastce. „Po przegranym meczu z GKS-em Bełchatów były zmiany, zmian można spodziewać się i teraz” – przypomniał Skorża. Dodał, że w sztabie szkoleniowym Białej Gwiazdy jest kilka pomysłów na ustawienie drużyny, a zmiany mogą się tyczyć każdej pozycji.

Na koniec trener odniósł się jeszcze do porażki Legii Warszawa z Odrą Wodzisław, dzięki której Wisła zachowała pozycję lidera. „To jest niewielkie pocieszenie. Jesteśmy liderem bodajże od 3 kolejki, ale nie gwarantuje nam to, że i na koniec rozgrywek będziemy liderem. Nie miałem nic przeciwko, żeby stracić pierwsze miejsce, jeśli ma to nas jeszcze bardziej zmobilizować i wpłynąć na to, że pierwszą pozycję odzyskamy pod sam koniec rozgrywek. My musimy patrzeć na siebie, wziąć sprawy w swoje ręce i zacząć wyrywać” – podkreślił Skorża.
Młoda Wisła w Wolbromiu
Mecze rundy wiosennej drużyna Młodej Wisły rozgrywać będzie w Wolbromiu, na stadionie tamtejszego Przeboju. Stosowna zgoda występowanie przez drużynę prowadzoną przez trenera Kulawika na tym obiekcie została już wydana przez Ekstraklasę.

Pierwszy swój mecz w Wolbromiu młodzi Wiślacy rozegrają już w najbliższą niedzielę, o godzinie 11:00. Wtedy to drużyna Białej Gwiazdy zmierzy się z Jagiellonią. Drużyna z Białegostoku zajmuje ostatnie miejsce w tabeli Młodej Ekstraklasy z dorobkiem 15 punktów. Jeden z nich zdobyła remisując na własnym stadionie z Młodą Wisłą 0:0. Teraz dla drużyny trenera Kulawika nadarza się świetna okazja do rewanżu.